Czy Elon Musk stanie się pierwszym bilionerem? Dyskusja na temat przychodów prezesów za Atlantykiem nabiera tempa.

Potencjalne wynagrodzenie Elona Muska, które może sięgnąć astronomicznej kwoty biliona dolarów, stało się symbolem rosnącej przepaści między zarobkami kadry zarządzającej a szeregowymi pracownikami. Podczas gdy portfele prezesów pęcznieją dzięki giełdowym hossom, wzrost płac reszty zatrudnionych pozostaje daleko w tyle.

Elon Musk, obecnie najbogatszy człowiek świata z majątkiem szacowanym przez Bloomberg na ponad 660 mld dolarów, jest na najlepszej drodze, by w tym roku stać się pierwszym w historii “bilionerem” (posiadaczem tysiąca miliardów dolarów). Przyczynia się do tego pakiet wynagrodzeń w Tesli z 2018 roku oraz planowany debiut giełdowy SpaceX. Jednak to nowy, potencjalny plan wynagrodzeń, opiewający na bilion dolarów wypłacanych w ciągu dekady, budzi największe emocje analityków.

Przypadek właściciela Tesli jest ekstremalny, ale doskonale ilustruje szerszy trend. Według Economic Policy Institute, w ciągu ostatnich 50 lat wynagrodzenia czołowych prezesów w USA wzrosły o 1094 proc., podczas gdy pensje typowych pracowników zwiększyły się zaledwie o 26 proc. Dane firmy analitycznej Equilar pokazują, że w 2024 roku mediana wynagrodzeń prezesów spółek z indeksu S&P 500 wyniosła 17,1 mln dolarów (wzrost o 10 proc. r/r). Oznacza to, że statystyczny szef dużej korporacji zarabia obecnie 192 razy więcej niż przeciętny pracownik tej samej firmy.

Premia za sukces czy gra pozorów?

Głównym motorem tych wzrostów jest zmiana struktury wynagrodzeń. Aż 72 proc. pakietów płacowych CEO stanowią obecnie nagrody w postaci akcji, a nie twarda gotówka. W przypadku Muska pensja zasadnicza w ogóle nie istnieje – całość jego potencjalnego zarobku zależy od realizacji ambitnych celów rynkowych i operacyjnych Tesli.

Zwolennicy tego modelu twierdzą, że wiąże on interes prezesa z interesem akcjonariuszy – zarząd bogaci się tylko wtedy, gdy firma rośnie. Jednak badania podważają tę tezę. Analiza MSCI obejmująca lata 2006–2020 wykazała słabą korelację między wysokością wynagrodzenia prezesa a wynikami spółki. Co więcej, firmy z „najtańszymi” prezesami często generowały lepsze zwroty dla inwestorów.

Rozwiązanie: Akcje dla wszystkich?

W obliczu nieskuteczności prób odgórnego ograniczania zarobków prezesów, ekonomiści wskazują na inne rozwiązanie: szersze włączanie pracowników w podział zysków poprzez akcjonariat pracowniczy (ESOP). Argumentują, że firmy będące własnością pracowników są bardziej produktywne, łatwiej rekrutują talenty, a ludzie rzadziej z nich odchodzą. Zdaniem części analityków, zamiast pompować wyłącznie portfele prezesów, rynek kapitałowy mógłby stać się narzędziem budowania bezpieczeństwa finansowego dla całej załogi.

Czy taka wizja może się urzeczywistnić? Szczerze wątpię. Warunki dyktuje ostatecznie dziś ten z największymi zasobami, a ostatnie kilka lat sprawiło, że świat dużego biznesu jest już raczej na ścieżce bez powrotu. Trudno wyobrazić sobie by Elon Musk i jemu podobni zgodzili się na inny model dystrybucji zysków firm, niż ten, który premiuje wyłącznie C-suite.