Potrzebujemy więcej swobody i wiary w siebie – Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska

Polski rynek IT i elektroniki użytkowej wciąż się rozwija, ale jednocześnie mierzy się z rosnącą presją regulacyjną i zmianami w zachowaniach konsumentów. O tym, gdzie dziś jesteśmy jako branża i co może zdecydować o naszej przyszłości, mówi Michał Kanownik, Prezes Zarządu Związku Cyfrowa Polska.

Rynek technologiczny w Polsce przechodzi dziś wyraźną transformację. Z jednej strony, rośnie świadomość konsumentów i znaczenie lokalnego know-how, z drugiej – przedsiębiorcy coraz częściej zmagają się z nadmiarem regulacji, które zamiast wspierać rozwój, wprowadzają niepewność. W rozmowie z IT Reseller Michał Kanownik wskazuje kluczowe wyzwania, ale też konkretne obszary, w których Polska ma realną szansę stać się jednym z liderów cyfrowej gospodarki w Europie.

 

IT Reseller: Jak dziś wygląda realna kondycja rynku IT i elektroniki użytkowej w Polsce? Co jest największym wyzwaniem, a co może pozytywnie zaskakiwać?

Michał Kanownik: Na to pytanie nie ma jednej prostej odpowiedzi – rynek jest dziś bardzo złożony i wewnętrznie zróżnicowany. Z jednej strony, od kilku lat obserwujemy trudniejszą sytuację w wybranych segmentach, jak np. rynek telewizorów, gdzie spada sprzedaż, a jednocześnie rośnie udział marek chińskich konkurujących przede wszystkim ceną.

Z drugiej strony, pojawiają się cykliczne impulsy wzrostowe, związane m.in. z dużymi zakupami realizowanymi przez administrację publiczną – np. dla szkół. Programy obejmujące laptopy czy tablety wyraźnie podnoszą wartość rynku i generują dodatkowy popyt. Jednym z kluczowych wyzwań pozostaje dziś niestabilność cen. Wynika ona w dużej mierze z sytuacji geopolitycznej – konflikty i kryzysy wpływają na łańcuchy dostaw, dostępność komponentów oraz koszty transportu. To z kolei przekłada się na trudności w realizacji zamówień, zwłaszcza publicznych. Zamawiający muszą przygotować się na większą zmienność cen, elastyczniejsze podejście, a czasem nawet odroczenie zakupów. Coraz częściej zdarza się też ograniczona dostępność sprzętu o określonych parametrach. Temu zjawisku oraz jego wpływowi na zamówienia publiczne w Polsce przyjrzymy się szerzej w raporcie, który właśnie przygotowują eksperci Cyfrowej Polski.

Warto wskazać jeszcze dwa istotne trendy. Po pierwsze, wyraźnie rośnie świadomość konsumentów. Zakupy są coraz bardziej przemyślane – klienci częściej wybierają większe telewizory, nowsze modele urządzeń mobilnych i rozwiązania lepiej dopasowane do swoich potrzeb. Widać, że rynek nadrabia wieloletni „głód technologiczny”.

Po drugie, zmienia się sam model funkcjonowania branży. Coraz mniej chodzi o prostą relację kupno-sprzedaż, a coraz większe znaczenie ma know-how i rozwój własnych produktów. Firmy w Polsce stopniowo przechodzą od roli integratorów do tworzenia własnego IP. To bardzo pozytywny kierunek, który w dłuższej perspektywie może zwiększyć wartość całego sektora. Warto wspierać polskich dostawców technologii – na naszych oczach rozwija się lokalna, innowacyjna branża.

Zmieniają się także oczekiwania klientów wobec całego procesu zakupowego. Coraz większe znaczenie ma nie tylko sam produkt, ale również jakość obsługi, doradztwo i serwis posprzedażowy. Konsument oczekuje dziś pełnego doświadczenia, a nie wyłącznie transakcji.

 

 

Czyli cena przestaje być najważniejszym kryterium?

Cena nadal ma znaczenie, ale nie jest już jedynym – ani zawsze najważniejszym – czynnikiem decyzyjnym. Jeszcze kilka lat temu była praktycznie kluczowa. Dziś konsument oczekuje czegoś więcej: produkt musi być atrakcyjny wizualnie, dobrze zaprojektowany i dopasowany do stylu życia.

Wyraźnie widać zmianę podejścia. Klienci coraz rzadziej wybierają wyłącznie najtańsze rozwiązania – częściej szukają kompromisu między ceną a jakością. Nawet decydując się na tańsze marki, oczekują odpowiedniego poziomu designu, funkcjonalności i komfortu użytkowania.

Co istotne, decyzje zakupowe nie zawsze opierają się jeszcze na szczegółowej analizie parametrów technicznych, ale zdecydowanie przestają być wyłącznie cenowe. Coraz większe znaczenie ma całościowe postrzeganie produktu i doświadczenie, jakie oferuje.

Zmiana ta jest widoczna także w zamówieniach biznesowych. Odejście od absolutnej dominacji kryterium ceny wynika m.in. z nowych wyzwań regulacyjnych i rosnącego znaczenia bezpieczeństwa. Dobrym przykładem jest nowelizacja ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, która po latach oczekiwań wprowadza istotne wymogi w zakresie cyberbezpieczeństwa.

Rosnąca skala zagrożeń cyfrowych oraz nowe obowiązki prawne skłaniają zamawiających do uwzględniania kryterium bezpieczeństwa przy zakupie sprzętu. Dla wielu instytucji to wciąż nowe i wymagające zagadnienie. Dlatego, wychodząc naprzeciw tym potrzebom, pracujemy obecnie nad zestawem jasnych kryteriów i rekomendacji zakupowych w obszarze cyberbezpieczeństwa, które wkrótce przekażemy Prezesowi UZP.

 

W ostatnich latach liczba regulacji dotyczących rynku cyfrowego wyraźnie rośnie. W których obszarach zaczynają one realnie wpływać na funkcjonowanie firm?

Powiedzenie, że liczba regulacji rośnie, jest bardzo dyplomatyczne. Moim zdaniem mamy do czynienia z prawdziwą lawiną przepisów. Co więcej, na regulacje nakładają się kolejne regulacje, które mają upraszać te wcześniejsze. To tworzy ogromny chaos.

Dziś praktycznie wszystkie nowe przepisy wpływają bezpośrednio na funkcjonowanie firm. Najbardziej odczuwają to małe i średnie przedsiębiorstwa. Duże organizacje mają zasoby, działy prawne i budżety, które pozwalają im dostosować się do nowych wymogów. Mniejsze firmy muszą wybierać – inwestować w rozwój czy w obsługę prawną. Dochodzi do tego jeszcze problem relacji między prawem krajowym a unijnym. Część regulacji obowiązuje bezpośrednio, ale jednocześnie wymaga dostosowania przepisów krajowych. To powoduje dezorientację i niepewność. Efekt jest taki, że zamiast wspierać rozwój, regulacje zaczynają go ograniczać. Branża cyfrowa potrzebuje przestrzeni do eksperymentowania i testowania nowych rozwiązań. Tymczasem coraz częściej tej przestrzeni brakuje.

 

Czy są przykłady takich przepisów, których szczególnie pokazują ten problem?

Dobrym przykładem jest AI Act. Mamy regulacje, które nakładają konkretne obowiązki, ale jednocześnie brakuje jasnych definicji i praktycznych wytycznych.

Weźmy choćby kwestię deepfake’ów – firmy mają obowiązek oznaczania takich treści, ale nie ma jednoznacznej definicji, co dokładnie uznać za deepfake. Podobnie jest z systemami wysokiego ryzyka: obowiązki istnieją, ale brakuje standardów, które pozwalałyby je skutecznie wdrożyć. W efekcie przedsiębiorca wie, że musi coś zrobić, ale nie ma narzędzi, by zrobić to poprawnie – i powstaje swoista luka regulacyjna.

Ten problem widać szerzej. W Europie dużo mówi się o uproszczeniu prawa i wspieraniu konkurencyjności, ale praktyka często idzie w innym kierunku. Pakiet określany jako Cyfrowy Omnibus miał uporządkować i uprościć przepisy, tymczasem proponowane zmiany są raczej punktowe i nie rozwiązują kluczowych problemów – takich jak brak spójności czy nakładanie się obowiązków.

Co więcej, niektóre propozycje mogą wręcz pogłębić trudności. Przykładem jest koncepcja tzw. zgody przeglądarkowej (browser-level consent), która zamiast ograniczyć „zmęczenie zgodami”, może wprowadzić chaos i uderzyć szczególnie w MŚP – ograniczając możliwości reklamy, analityki i pozyskiwania klientów.

Podobne obawy budzi projekt Digital Fairness Act. Istnieje ryzyko dublowania przepisów już obecnych, m.in. w DSA czy GDPR, co oznaczałoby kolejne obowiązki, większą niepewność i wyższe koszty dla firm – zamiast oczekiwanego uproszczenia.

Z perspektywy branży cyfrowej potrzebujemy dziś przede wszystkim jasnych, spójnych i przewidywalnych ram działania. Jeśli Europa chce budować konkurencyjność i innowacyjność, konieczne są bardziej ambitne, systemowe działania – a nie dokładanie kolejnych warstw regulacji i utrzymywanie niepewności prawnej.

 

 

Związek Cyfrowa Polska aktywnie uczestniczy w procesie legislacyjnym. Czy dziś rola organizacji branżowych polega bardziej na reagowaniu na regulacje, czy ich współtworzeniu?

Zdecydowanie na jednym i drugim. Reagowanie na projekty legislacyjne to nasz obowiązek. Opiniujemy, konsultujemy, wskazujemy, co można poprawić, aby regulacje były bardziej efektywne i możliwe do wdrożenia.

Natomiast równie ważna jest rola proaktywna. Organizacje, takie jak nasza, powinny wychodzić z inicjatywą, proponować rozwiązania, wskazywać kierunki zmian. Nie możemy ograniczać się tylko do komentowania gotowych projektów. Powinniśmy współtworzyć debatę i inicjować nowe pomysły.

Kluczowe jest partnerstwo z administracją. Bez realnego dialogu powstają przepisy oderwane od rzeczywistości rynkowej. A to prowadzi albo do nieskutecznych regulacji, albo takich, których biznes po prostu nie jest w stanie zastosować.

 

Czy widać już konkretne przykłady, gdzie regulacje ograniczają konkurencyjność firm?

Najbardziej wyraźnie widać to w obszarze sztucznej inteligencji. Sam AI Act jest przykładem regulacji, która powstała zbyt wcześnie. Próbowano uregulować technologię, która dopiero się rozwijała, bez odpowiedniego doświadczenia i zrozumienia jej dynamiki.

Dziś sama Komisja Europejska przyznaje, że potrzebne są zmiany, uproszczenia, a w niektórych obszarach nawet wycofanie się z części zapisów. Problem polega na tym, że w tym czasie reszta świata rozwija technologie, a Europa skupia się na regulacjach.

Efekt jest taki, że tracimy tempo. Zamiast budować produkty i usługi, analizujemy przepisy. Tymczasem mamy ogromny potencjał, także w Polsce. Przykłady takich firm, jak ElevenLabs pokazują, że jesteśmy w stanie tworzyć rozwiązania światowej klasy, ale często rozwijają się one poza Europą, gdzie warunki są bardziej sprzyjające.

 

Jakie są dziś najważniejsze oczekiwania branży wobec administracji?

Najprostsza odpowiedź brzmiałaby: nie przeszkadzajcie. Ale rzeczywistość jest bardziej złożona. Potrzebujemy zarówno większej swobody regulacyjnej, jak i wsparcia.

Nie chodzi tylko o pieniądze publiczne, bo żadne państwo nie jest w stanie samodzielnie sfinansować rozwoju technologicznego. Kluczowe jest stworzenie mechanizmów, które pobudzą inwestycje prywatne.

Musimy zachęcać firmy do budowania centrów badawczo-rozwojowych, tworzenia własnego IP i rozwijania innowacji. To wymaga zarówno odpowiednich regulacji, jak i zachęt podatkowych.

Drugim kluczowym obszarem jest edukacja. Musimy przygotować kadry do gospodarki cyfrowej. To oznacza zarówno rozwój nowych kompetencji, jak i programy reskillingu i upskillingu dla osób już obecnych na rynku pracy.

 

Jaką rolę odgrywają inicjatywy takie jak konferencja Resilience Tech, którą w kwietniu organizował Związek w Bydgoszczy?

Nie traktowałbym takich wydarzeń wyłącznie jako platformy wymiany opinii. Oczywiście to ważny element, ale ich znaczenie jest znacznie szersze.

To przestrzeń, w której biznes może pokazać konkretne rozwiązania administracji. Nie tylko mówić o problemach, ale prezentować technologie, które mogą zostać wdrożone i realnie poprawić funkcjonowanie państwa, na przykład w obszarze bezpieczeństwa czy zarządzania kryzysowego.

Bez takiego dialogu nie da się budować nowoczesnego systemu państwowego. Administracja nie ma monopolu na wiedzę, a sektor prywatny dysponuje ogromnym doświadczeniem i gotowymi rozwiązaniami.

 

 

Co musiałoby się wydarzyć w najbliższych latach, aby Polska realnie wzmocniła swoją pozycję na rynku technologicznym w Europie?

Przede wszystkim musimy uwierzyć w swój potencjał. Polska już dziś jest naturalnym liderem regionu Europy Środkowo-Wschodniej w obszarze cyfrowym.

Mamy bardzo silne zaplecze kompetencyjne, świetnych inżynierów, rozwijającą się infrastrukturę i coraz więcej inicjatyw technologicznych. Do tego dochodzą udane projekty publiczne, jak mObywatel, które wyznaczają standardy. Natomiast kluczowe jest wsparcie dla firm na etapie scale-up. W Polsce dobrze radzimy sobie z tworzeniem start-upów, ale trudniej jest nam je rozwijać i skalować globalnie.

Potrzebujemy lepszej współpracy między nauką a biznesem oraz mechanizmów, które pomogą komercjalizować innowacje. Mamy pomysły i kompetencje, ale musimy nauczyć się przekładać je na produkty i usługi obecne na globalnym rynku.

 

Tym wywiadem rozpoczynamy stałą obecność Związku Cyfrowa Polska na łamach IT Reseller. Jak Pan widzi rolę takiej platformy?

Chciałbym, aby była to przestrzeń dwustronnej komunikacji. Z jednej strony, chcemy informować branżę o naszych działaniach, inicjatywach i kierunkach, w których staramy się rozwijać rynek. Z drugiej strony, liczę na efekt zwrotny. Chcemy słuchać firm, poznawać ich problemy, potrzeby i wyzwania. Tylko w ten sposób możemy skutecznie reprezentować branżę i inicjować działania, które realnie poprawią jej funkcjonowanie.

Polski rynek technologiczny wchodzi w etap, podczas którego o jego dalszym rozwoju będą decydować nie tylko kompetencje i potencjał firm, ale też otoczenie regulacyjne i dostęp do kapitału. Coraz wyraźniej widać, że przedsiębiorcy są gotowi na kolejny krok, czyli budowę własnych produktów, rozwój know-how i wyjście poza rolę wykonawców czy integratorów. Jednocześnie rosnąca liczba przepisów oraz ich niejednoznaczność zaczynają realnie wpływać na tempo tych zmian, szczególnie w segmencie mniejszych firm.

Jednakowoż trudno nie zauważyć, że Polska ma dziś solidne fundamenty, by odgrywać znacznie większą rolę w europejskim ekosystemie technologicznym. Mamy kompetencje, zaplecze inżynierskie, coraz więcej własnych rozwiązań i przykłady projektów, które już dziś wyznaczają standardy. Wciąż jednak wyzwaniem pozostaje przejście od dobrego pomysłu do jego skutecznej komercjalizacji i skalowania na rynkach międzynarodowych.

Dlatego tak ważne jest budowanie realnego dialogu między branżą a administracją, ale też stworzenie przestrzeni, w której sektor będzie mógł mówić własnym głosem. Stała obecność Związku Cyfrowa Polska na łamach IT Reseller ma być właśnie takim kanałem. Nie tylko informacyjnym, ale też umożliwiającym wymianę doświadczeń i sygnalizowanie wyzwań, z którymi mierzy się rynek. Z naszej strony to świadome otwarcie na tę współpracę i jej formalny początek, który właśnie tym wywiadem inicjujemy.

 

 


 

Zapraszamy do lektury całego wydania (klikając w poniższą okładkę).