Relacja z Hitachi Vantara Exchange 2026 – Mit 100% ochrony upadł. Liczy się czas powrotu do gry

26 marca 2026 roku, The Warsaw Hub. Sala pękała w szwach, a wśród publiczności zasiedli ci, którzy na co dzień trzymają stery technologii w bankach, sektorze publicznym, energetyce czy logistyce. Nie przyjechali tu na kurtuazyjne pogawędki przy kawie. Spotkali się, by zmierzyć się z tym, co dziś faktycznie spędza sen z powiek dyrektorom IT: jak budować cyfrowe twierdze odporne na scenariusze, o których jeszcze kilka lat temu nikt nie odważyłby się pomyśleć.

 

Ton wydarzeniu nadał moderator Jarosław Kuźniar. Zamiast standardowych uprzejmości, od razu uderzył w sedno, rysując obraz świata pełnego niewiadomych. Zapytał wprost: jak nawigować w rzeczywistości, gdzie niedobory chipów, walka o moc obliczeniową i rosnące koszty energii zderzają się z brutalną presją na cyberbezpieczeństwo? To jedno, celne pytanie stało się mapą drogową dla wszystkiego, co działo się na scenie przez resztę dnia.

 

 

Karty na stół: Architektura IT jako fundament bezpieczeństwa państwa

Gospodarze – Jarosław Raćkowicz (Channel Manager CEE Hitachi Vantara) i Jan Kvinta (CEE & CIS General Manager) – postawili na rzadko spotykaną w branży transparentność. Raćkowicz przyznał wprost, że dokładnie rok temu Hitachi samo padło ofiarą cyberataku. Zamiast jednak ukrywać ten fakt w cieniu, firma postanowiła wyłożyć karty na stół i przeanalizować własną bolesną lekcję na oczach klientów. „Podzielimy się tą wiedzą, by zaoszczędzić Wam bólu” – to wyznanie nadało spotkaniu rzadki autentyzm, zamieniając klasyczny PR w merytoryczne studium przypadku odebrane w warunkach bojowych.

Jan Kvinta poszedł jeszcze o krok dalej, nazywając uczestników „strażnikami polskich danych” – co przy obecności szefów IT z kluczowych sektorów gospodarki było raczej trafną diagnozą niż tanią retoryką. Wyraźnie zarysował przy tym ewolucję strategii: o ile rok temu dyskutowano głównie o szybkości i skali magazynowania, o tyle dziś samo przechowywanie to za mało. Teraz liczy się absolutna cyberodporność i zdolność do natychmiastowej reanimacji systemów po uderzeniu. Według Kvinty sytuacja geopolityczna sprawiła, że te kwestie stały się dziś trzy razy ważniejsze, a od decyzji architektonicznych ludzi siedzących na sali zależy de facto stabilność funkcjonowania całego państwa.

 

 

Bezlitosna inżynieria w służbie danych

Następnie scenę przejął Jason Beckett, Sr. Director EMEA Technical Sales w Hitachi Vantara. Nie zaczął od nudnych wykresów. Zamiast tego zapytał nieco prowokacyjnie: co tak naprawdę sprawia, że Hitachi jest inne? Odpowiedział również bez owijania w bawełnę. Hitachi to nie jest kolejna firma IT. To globalny konglomerat z ponad 115-letnią historią – zaczynający od budowy silników dla japońskiego górnictwa, dziś obecny w energetyce, transporcie szynowym, służbie zdrowia i automatyce przemysłowej. Vantara to tylko wierzchołek góry lodowej, wspierany przez 2,4 mld dol. rocznego budżetu na R&D i miliardowy fundusz VC. To nie jest kolejny „czysty” dostawca storage’u; to gracz z perspektywą end-to-end, który innowacje wchłania szybciej, niż konkurencja zdąży je nazwać.

Beckett brutalnie wypunktował też rynkowe realia. Produkujemy dane w tempie wykładniczym (200 zetabajtów w 2025 roku!), a firmy wciąż marnują budżety, trzymając po sześć kopii tych samych plików na najdroższych macierzach. Do tego dochodzi nienasycony głód AI na energię – przykład Islandii, która wstrzymała budowę centrów danych z braku prądu, podziałał na wyobraźnię. W tym chaosie Hitachi zachowuje spokój: podczas gdy inni mocno parli na chmurę publiczną, firma twardo stawiała na model hybrydowy. Dziś, gdy 80% workloadów wraca do środowisk on-prem, okazuje się, że ta strategia była po prostu wizjonerska.

 

 

Kulminacją prezentacji było demo rozwiązania, które przenosi Model Context Protocol w rejony dotąd zarezerwowane dla science fiction. Hitachi wzięło ten standard komunikacji AI i zaszyło go bezpośrednio w architekturze sprzętowej. Efekt? Autonomiczne agenty AI, które obserwują przepływ danych w platformie VSP 360 – obsługującej jednocześnie blok, plik, obiekt i mainframe – i samodzielnie decydują, jakie zasoby przydzielić konkretnej aplikacji i użytkownikowi, bez udziału administratora. Beckett przyznał, że pokazał to demo grupie 20 doświadczonych administratorów danych i programistów w Hitachi. Reakcja administratorów? „Jesteśmy bez pracy” – to chyba najlepsza recenzja tej innowacji. Ale Hitachi to nie tylko obietnice oparte na algorytmach, to także twarde gwarancje kontraktowe: 100% dostępności danych, uptime na poziomie „ośmiu dziewiątek” (zaledwie ułamek sekundy przestoju rocznie) oraz kompresja 4:1. Jeśli system nie dowiezie tych wyników, firma wyrównuje różnicę na własny koszt. Bez gwiazdek i bez wymówek.

 

Sobota, 2:00 rano: Anatomia ataku na cyfrowe serce Hitachi

Po wystąpieniu Jasona Becketta przyszła pora na pierwszy panel dyskusyjny, w którym wzięli udział: Jason Beckett, Tim O’Neill (Chief Information Security & Product Security Officer), Dariusz Dajszczyk (Sr. Director of IT Business Operations) oraz Ciaran McCann (Director of Security & Compliance) – wszyscy z Hitachi Vantara. Temat był wyjątkowy, bo firma po raz pierwszy publicznie opowiedziała o cyberataku, który dotknął ją rok wcześniej. Atak z użyciem ransomware uderzył w zwirtualizowane środowiska serwerowe, szyfrując systemy i aplikacje. Jak się okazuje, wiadomość o incydencie dotarła do CISO o 2 w nocy w sobotę. Jak wspominał O’Neill: od razu miał przekonanie, że sytuacja jest pod kontrolą – bo Hitachi od lat ćwiczyło scenariusze kryzysowe na poziomie całej organizacji, nie tylko działu IT.

 

 

Kluczowym wnioskiem z dyskusji było jednak to, że o przeżyciu ataku decyduje przygotowanie, nie szczęście. Dajszczyk podkreślił, że reakcja wyglądała jak „dobrze zorganizowany chaos” – emocje zamieniono w działanie, a priorytetem było powstrzymanie rozprzestrzeniania się zagrożenia, zanim poznano jego pełny zasięg. McCann zwrócił uwagę na rolę transparentnej komunikacji – firma wdrożyła dashboard w czasie rzeczywistym, pokazujący postęp przywracania systemów aplikacja po aplikacji, co dało pracownikom i klientom poczucie kontroli. O’Neill podkreślił z kolei, że atakujący celowo próbowali zniszczyć kopie zapasowe – i to właśnie nienaruszalność backupów (immutability) okazała się decydująca dla szybkości odtworzenia.

 

Trzy centra danych i jedna brutalna prawda: Jak chronić dane 25 milionów Polaków

165 milionów rachunków i dane ponad 25 milionów Polaków – skala operacji Biura Informacji Kredytowej (BIK) sprawia, że każda sekunda przestoju to nie problem techniczny, a ryzyko paraliżu państwa. Podczas case study Paweł Żurek (Dyrektor Utrzymania i Architektury w BIK), wspierany przez Krzysztofa Waszkiewicza (Sales Support & Marketing Director CEE w Hitachi Europe Ltd.) i Bartłomieja Przebindę (ekspert IT w WASKO S.A.), postawił sprawę jasno: w świecie, gdzie zagrożeniem jest już nie tylko haker, ale i blackout połowy kraju, dane są jedynym aktywem wartym każdej ceny. BIK postawiło na technologiczną bezkompromisowość, budując architekturę trzech centrów danych. Dwa z nich, połączone technologią Hitachi Global Active Device, pracują w trybie active-active, tworząc nierozerwalny fundament, podczas gdy trzecie – geograficznie odizolowane – stanowi ostateczną linię obrony.

Decyzja o odrzuceniu chmury publicznej była tu chłodną kalkulacją, a nie technologicznym konserwatyzmem. Żurek wypunktował to bez litości: w perspektywie kilku lat własna infrastruktura po prostu wygrywa ekonomicznie, a w scenariuszu skrajnego kryzysu chmura może stać się pułapką. Gdy zasoby zaczną być limitowane, „trzyliterowe agencje państwowe” zawsze będą miały pierwszeństwo przed sektorem prywatnym. To lekcja suwerenności cyfrowej, która w dobie dzisiejszych napięć brzmi jak jedyny rozsądny manifest dla instytucji zaufania publicznego.

 

 

Całość sprowadza się jednak do jednej, brutalnej prawdy: plan odtworzenia po awarii (DR) nie jest wart papieru, na którym go spisano, jeśli nie jest regularnie i bezlitośnie testowany. W BIK-u dokumentacja nie służy do dekoracji półek – to instrukcja obsługi „cyfrowej twierdzy”, która musi zadziałać w warunkach bojowych. To właśnie to obsesyjne podejście do weryfikacji procedur, a nie tylko same macierze w serwerowni, decyduje o tym, czy instytucja faktycznie panuje nad chaosem, czy tylko udaje gotowość na najgorsze.

 

Cyfrowe kasyno w ogniu: Jak “podnieść” 15 tysięcy maszyn w niecałą godzinę

Tomasz Jangas (Solution Architect, Hitachi Vantara) oraz William Jansen van Nieuwenhuizen (Global Center of Excellence, Hitachi Vantara) nie zamierzali usypiać sali slajdami. Zamiast tego zamienili The Warsaw Hub w cyfrowe kasyno, zapraszając wszystkich do gry w blackjacka na telefonach. Gdy emocje sięgnęły zenitu, aplikacja nagle padła – i był to zaplanowany, brutalny cios. Ten symulowany atak posłużył jako realistyczna lekcja anatomii włamania: od cichej infekcji i okresu uśpienia, aż po moment, w którym ransomware zaciska pętlę i paraliżuje systemy. Prelegenci obnażyli przy tym klasyczny konflikt interesów: biznes domaga się przywrócenia danych z ostatniej sekundy przed awarią, by nie stracić transakcji, podczas gdy dla działu IT to prosta droga do ponownej infekcji „toksyczną”, już zainfekowaną kopią.

 

 

Rozwiązaniem okazał się pokaz technologii, która eliminuje to zgadywanie i ryzykowne eksperymenty na żywym organizmie. Skaner pracujący bezpośrednio na wolumenach storage’owych – całkowicie bezagentowo – błyskawicznie oddzielił ziarno od plew: wskazał czyste punkty zapisu, zlokalizował infekcję i zidentyfikował dane już zaszyfrowane. Cały proces odzyskiwania w izolowanym środowisku odbył się niemal automatycznie, bez panicznego przeszukiwania backupów. Efekt końcowy podziałał na wyobraźnię: infrastruktura kasyna wróciła do pełnej sprawności w zaledwie 3 minuty. Aby dobić niedowiarków twardymi danymi, przywołano testy na gigantyczną skalę – przy 15 000 maszynach wirtualnych czas odtworzenia całości spadł poniżej godziny. To nie są już teoretyczne dywagacje o bezpieczeństwie, to inżynieria zdolna do reanimacji cyfrowych kolosów w czasie, który wcześniej wydawał się nieosiągalny.

 

Militarny parasol nad biznesem: Raport z pierwszej linii frontu

Wystąpienie pułkownika Artura Strużyka (Szefa Szefostwa Infrastruktury Teleinformatycznej DKWOC) było momentem, w którym teoretyczne rozważania o cyberbezpieczeństwie zderzyły się z twardą, militarną rzeczywistością. Obecność oficera Dowództwa Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni na sali pełnej cywilnych ekspertów IT jasno pokazała, że granica między bezpieczeństwem biznesu a obronnością państwa de facto przestała istnieć. Strużyk nakreślił obraz potężnej struktury: 6 tysięcy specjalistów i 13 jednostek, które nie ograniczają się już tylko do pilnowania systemów wojskowych, ale stają się realnym parasolem ochronnym dla całej administracji rządowej. W tym organizmie kluczową rolę odgrywa m.in. pion kryptograficzny, który – łącząc technologie NATO z autorskimi, polskimi rozwiązaniami – wyrósł na jeden z najsilniejszych ośrodków zabezpieczeń w kraju.

 

 

Szczególną uwagę przykuło nowo powołane Centrum Implementacji Sztucznej Inteligencji – jednostka, która według pułkownika ma stać się nieodzownym elementem codziennej walki w cyberprzestrzeni. Jednak prawdziwym „gamechangerem” okazał się projekt Cyber LEGION. To inicjatywa, która wyrasta z brutalnej lekcji: nawet armia tysięcy ludzi w mundurach nie jest w stanie samodzielnie upilnować całej cyfrowej przestrzeni kraju. Wojsko postanowiło więc zburzyć mury i zaprosić do współpracy pasjonatów oraz ekspertów z sektora prywatnego.

Cyber LEGION to na ten moment zwarta struktura licząca już ponad 1000 osób, do której wejście wymaga wykazania się konkretnymi kompetencjami w ramach gęstego sita selekcji. Model, w którym wojsko i biznes ramię w ramię bronią wspólnej infrastruktury krytycznej, to dziś jedyna logiczna odpowiedź na zagrożenia hybrydowe. Pułkownik Strużyk nie pozostawił złudzeń – w cyfrowym starciu nowoczesna armia potrzebuje wsparcia najlepszych mózgów z rynku, a rynek potrzebuje militarnego doświadczenia w odpieraniu ataków o najwyższym stopniu zaawansowania.

 

Zasada PACE: Dlaczego w cyberprzestrzeni improwizacja to wyrok?

Zwieńczeniem prezentacji był panel, w którym Jarosław Kuźniar posadził obok siebie ludzi z dwóch zupełnie różnych światów, ale połączonych wspólnym wrogiem. Z jednej strony pułkownik Strużyk broniący polskiej racji stanu w sieci, z drugiej Tim O’Neill, który rok wcześniej przeszedł przez operacyjne piekło ataku ransomware na globalną skalę. Rozmowa szybko pozbawiła złudzeń każdego, kto jeszcze wierzył w istnienie „magicznej tarczy” cyberbezpieczeństwa. Po 2022 roku Polska stała się poligonem doświadczalnym dla grup z Rosji czy Korei Północnej, a AI zaczęło wyszukiwać luki zero-day szybciej, niż inżynierowie nadążają z ich łataniem. O’Neill postawił sprawę jasno: nawet milionowe inwestycje w ochronę to dziś za mało. Wygrywa nie ten, kto najlepiej się zasłania, ale ten, kto najszybciej wstaje z kolan po ciosie.

 

 

Panel obnażył też fakt, że granica między bezpieczeństwem narodowym a prywatnym biznesem to dziś niebezpieczna fikcja. Atak na szpital czy wodociągi to nie tylko problem dyrektora placówki, a sprawa wagi państwowej. O’Neill, opisując kryzys w Hitachi, pokazał logistyczny koszmar walki z czasem: firma musiała zarządzać jednocześnie trzema równoległymi środowiskami – zainfekowanym na potrzeby śledztwa, tymczasowym do walidacji danych i nowym produkcyjnym. To operacja wymagająca armii ekspertów dostępnych „na gwizdek”, a nie szukanych w pośpiechu, gdy serwery już płoną.

Całość spięła wojskowa zasada PACE (Primary, Alternate, Contingency, Emergency), którą pułkownik Strużyk rzucił w stronę sali jako ostateczne ostrzeżenie. W cyberprzestrzeni, tak jak na polu walki, improwizacja to prosta droga do kapitulacji. Musisz mieć plan B, C i D – i musisz go mieć gotowego do wdrożenia, zanim usłyszysz pierwszy alarm. To podsumowanie stało się mocną kropką nad „i”, zostawiając uczestników z jasnym komunikatem: architektura IT to dziś nic innego jak architektura przetrwania.

 

128 Gb/s w służbie AI: Kiedy wydajność staje się elementem bezpieczeństwa

Tomasz Pokora (Sales Engineering EMEA CEE w Brocade) wszedł na scenę, by zburzyć jeden z najtrwalszych mitów w świecie IT: przekonanie, że sieci SAN oparte na Fibre Channel to odizolowane bastiony, do których haker nie ma wstępu. Pokora postawił sprawę jasno – czasy „naturalnej izolacji” bezpowrotnie minęły. Odpowiedzią Brocade na tę nową rzeczywistość jest Gen 8 FC, gdzie bezpieczeństwo nie jest opcją, a fundamentem. Kluczowym elementem tej architektury stało się szyfrowanie danych w tranzycie realizowane bezpośrednio na poziomie kart HBA. Co istotne, dzieje się to bez żadnego negatywnego wpływu na kompresję czy deduplikację po stronie storage’u, co dotychczas było technologicznym wąskim gardłem.

 

 

Prędkość 128 Gb/s, którą oferuje nowa generacja, to w interpretacji Pokory coś więcej niż wyścig zbrojeń na cyfry w specyfikacji. W świecie, gdzie modele AI „pożerają” terabajtowe bazy danych w ułamku sekundy, taka przepustowość staje się krytycznym wymogiem operacyjnym, a nie luksusem. Najbardziej niepokojącym, a zarazem fascynującym wątkiem była jednak kwestia odporności postkwantowej. Hakerzy już dziś gromadzą zaszyfrowane dane, stosując strategię „zbieraj teraz, odszyfruj później”, czekając na moment, gdy komputery kwantowe złamią dzisiejsze klucze. Gen 8 wchodzi do gry z wbudowaną ochroną przed tym scenariuszem, udowadniając, że w nowoczesnej infrastrukturze musimy bronić się nie tylko przed tym, co grozi nam dziś, ale i przed tym, co nadejdzie za kilka lat.

 

Shadow AI: Bilet w jedną stronę i koniec kontroli nad danymi

Tomasz Krajewski (Sr. Director Technical Sales w Veeam) zamienił salę w miejsce błyskawicznej, technologicznej spowiedzi. Najpierw wywołał las rąk pytaniem o ChatGPT i Gemini – las, który objął niemal całą widownię. Chwilę później uderzył jednak pytaniem, po którym w Warsaw Hub zrobiło się gęsto: kto z was wgrał tam kiedykolwiek firmowego Excela albo poufne notatki ze spotkania? To, co wydarzyło się na twarzach uczestników, Krajewski nazwał krótko: Shadow AI. To bilet w jedną stronę – dane, które raz „nakarmiły” publiczne algorytmy, znikają w ich trzewiach na zawsze, stając się własnością modelu, nad którą firma traci jakąkolwiek kontrolę.

 

 

Właśnie w tę lukę Veeam wchodzi z DSPM (Data Security Posture Management) – technologią, która ma pełnić rolę cyfrowego sumienia organizacji. To narzędzia do bezlitosnego audytu „higieny” danych: tropią nie tylko to, gdzie leżą pliki, ale przede wszystkim, kto i w jakim kontekście ma do nich dostęp. Pozwalają odsiać cyfrowy szum i zidentyfikować te informacje, które pod żadnym pozorem nie powinny stać się paliwem dla AI. Krajewski podsumował to z chirurgiczną precyzją: dane są tylko tak bezpieczne, jak kontekst, w którym funkcjonują. W świecie, gdzie agenci AI zaglądają w każdy zakamarek sieci, większość firm wciąż zostawia drzwi do swojej wiedzy otwarte na oścież, nie rozumiejąc, że raz „wyniesionej” informacji nie da się już odzyskać.

 

Nagrody Hitachi: Uznanie dla architektów cyfrowej zmiany

Popołudniowa część wydarzenia przyniosła moment na publiczne docenienie tych, którzy wizje nowoczesnej architektury IT zamieniają w sprawnie działające organizmy. Jarosław Raćkowicz (Channel Manager CEE) przypomniał, że w dzisiejszym, skomplikowanym świecie technologii nikt nie jest samotną wyspą. To partnerzy są na pierwszej linii frontu cyfrowej transformacji, a ich kompetencje stanowią realne paliwo dla całego ekosystemu Hitachi Vantara. Wręczenie statuetek nie było jedynie kurtuazyjnym gestem, ale głośnym potwierdzeniem, że za sukcesem technologii zawsze stoją konkretne firmy, potrafiące wdrożyć ją tam, gdzie stawka o ciągłość działania i bezpieczeństwo danych jest najwyższa.

Oto laureaci Hitachi Vantara Exchange 2026:

  • Sales Partner of the Year – WASKO;
  • Enterprise Sales Partner of the Year oraz Strategic Project of the Year – AXIANS;
  • IT Transformation project of the Year – ENIGMA.

 

 

 

 

Koniec ery beztroski: Architektura przetrwania zamiast pustych haseł

Powyższa relacja to zaledwie wycinek tego, co działo się na scenie The Warsaw Hub – gdybyśmy chcieli szczegółowo opisać każdą z prelekcji, tekst ten musiałby być co najmniej dwukrotnie dłuższy. Każda godzina wydarzenia dokładała kolejną cegiełkę do obrazu nowoczesnej, odpornej infrastruktury, a intensywność merytoryczna nie odpuszczała aż do samego końca. Oficjalną część dnia zwieńczył wieczorny koktajl w Sky Barze na 21. piętrze. Tam, z panoramą Warszawy w tle, formalne ramy ustąpiły miejsca swobodniejszym rozmowom. To właśnie w mniej oficjalnej atmosferze, przy wymianie doświadczeń między inżynierami a kadrą zarządzającą, wykuwały się koncepcje przyszłych projektów i partnerstw, które mają szansę zmienić krajobraz polskiego IT.

Jeśli z tegorocznego Hitachi Vantara Exchange płynie jedna, najważniejsza lekcja, to jest nią świadomość, że era technologicznej beztroski definitywnie się skończyła. Nie pytamy już „czy”, ale „kiedy” nastąpi kolejny test naszej odporności. W świecie zdominowanym przez nieprzewidywalną geopolitykę i nienasycone apetyty AI, przetrwają nie te firmy, które po prostu gromadzą dane, ale te, które potrafią je bezlitośnie obronić i błyskawicznie odzyskać. To spotkanie pokazało jasno: technologia w 2026 roku to nie tylko kwestia wydajności i kosztów – to przede wszystkim fundament bezpieczeństwa i ciągłości funkcjonowania nowoczesnego państwa.