Polska może przejąć część europejskich inwestycji w centra danych

Problemy z dostępnością energii coraz mocniej ograniczają rozwój centrów danych w największych europejskich lokalizacjach. Podczas gdy na rynkach FLAP-D inwestorzy mogą czekać na przyłączenie do sieci nawet wiele lat, Polska ma dziś krótszą drogę do uruchomienia nowych obiektów.
Jeszcze kilka lat temu Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż i Dublin były naturalnym wyborem dla większości dużych inwestycji w centra danych. Dziś ich przewaga maleje wraz ze zwiększającymi się ograniczeniami infrastruktury energetycznej. Międzynarodowa Agencja Energii wskazuje, że średni czas oczekiwania na przyłączenie w hubach FLAP-D wynosi od siedmiu do dziesięciu lat, podczas gdy samo centrum danych można wybudować w ciągu około dwóch lat. W niektórych projektach opóźnienia sięgają nawet 13 lat.
Dostęp do energii ważniejszy niż lokalizacja
Na tym tle Polska może stać się atrakcyjniejszym miejscem dla części nowych inwestycji. Według danych Polcom średni czas uzyskania przyłączenia dla centrum danych ma wynosić w kraju około trzech lat. Rynek jest też znacznie mniej nasycony niż największe zachodnioeuropejskie huby.
– To, co dla zachodnioeuropejskich rynków jest dziś barierą, dla Polski staje się realną szansą – mówi Mateusz Borkowski, Zastępca Dyrektora Technicznego Data Center w Polcom.
Znaczenie szybkiego dostępu do mocy rośnie wraz z rozwojem chmury i sztucznej inteligencji. Colliers w raporcie za pierwszą połowę 2026 r. wskazuje, że dostępność energii, terminy przyłączeń oraz procedury planistyczne stały się głównymi ograniczeniami rozwoju rynku EMEA. Operatorzy coraz częściej analizują własne źródła wytwórcze, magazyny energii i mikrosieci, które mogą zmniejszyć zależność od publicznej infrastruktury.
Dublin i Amsterdam pokazują skalę problemu
Konsekwencje przeciążenia sieci dobrze widać w Irlandii. W grudniu 2025 r. Commission for Regulation of Utilities wprowadziła nową politykę przyłączeń dla centrów danych. Nowe obiekty muszą zapewnić własne lub lokalne moce wytwórcze albo magazyny odpowiadające ich zapotrzebowaniu, a co najmniej 80% rocznego zużycia ma zostać pokryte przez dodatkowe projekty OZE.
Podobna presja występuje w Amsterdamie. Ograniczenia sieci sprawiły, że nowe projekty podlegają bardzo restrykcyjnym zasadom, a część inwestycji może być realizowana tylko etapami. Rozbudowa infrastruktury elektroenergetycznej ma potrwać jeszcze wiele lat.
Polska musi wykorzystać przewagę, póki jeszcze ją mamy
Krajowy rynek centrów danych już w latach 2021 do 2024 podwoił dostępną moc komercyjną do około 200 MW. Jednocześnie prognozy PSE pokazują skalę przyszłych potrzeb. W 2036 r. moc centrów danych może sięgnąć około 3,1 GW, a w 2040 r. ponad 5 GW. Roczne zapotrzebowanie na energię może wtedy wzrosnąć do 29,4 TWh.
Do operatora systemu trafiły już wnioski przyłączeniowe dla projektów centrów danych o łącznej mocy bliskiej 130 GW. Tak wysoka wartość pokazuje zainteresowanie inwestorów, ale także ryzyko blokowania dostępnych zasobów przez projekty, które mogą nigdy nie zostać zrealizowane.
Polska ma więc szansę wykorzystać problemy największych zachodnioeuropejskich hubów. Przewaga nie jest jednak trwała i jeżeli tempo rozbudowy sieci nie nadąży za popytem generowanym przez chmurę i AI, krajowy rynek może za kilka lat zmierzyć się z dokładnie tymi samymi ograniczeniami, które dziś hamują Dublin, Amsterdam czy Frankfurt.





















