Nowy kabel podmorski Amber Cable połączy sześć nadbałtyckich państw

Na dnie Bałtyku planowana jest budowa nowego kabla podmorskiego Amber Cable o długości 1 500 kilometrów. Inwestycja zakłada utworzenie dziewięciu stacji lądowania w sześciu europejskich krajach, w tym w Polsce. Inicjatywa ma na celu radykalne zwiększenie odporności regionalnej sieci telekomunikacyjnej po serii niepokojących incydentów związanych z fizycznymi uszkodzeniami infrastruktury krytycznej.
Przedsięwzięcie pod nazwą Amber Cable znajduje się obecnie w pierwszej fazie realizacji. Ten wstępny etap obejmuje przede wszystkim prowadzenie szczegółowych analiz wykonalności oraz aktywne angażowanie kluczowych interesariuszy rynkowych. Przedstawiciele projektu informują, że procedury związane z uzyskiwaniem oficjalnych pozwoleń administracyjnych ani zaawansowane planowanie techniczne jeszcze się nie rozpoczęły.
Nowa magistrala o długości 1 500 kilometrów połączy infrastrukturę strategicznych państw europejskich rozlokowanych wzdłuż linii brzegowej akwenu. Stacje lądowania kabla zostaną wybudowane na terytoriach należących do Finlandii, Estonii, Łotwy, Litwy, Danii oraz Polski. Twórcy tego międzynarodowego systemu ubiegają się obecnie o dofinansowanie ze środków unijnych w ramach programu Connecting Europe Facility, który wspiera rozwój transeuropejskich sieci infrastrukturalnych.
– Region Morza Bałtyckiego stale zyskuje na znaczeniu geopolitycznym oraz pod względem infrastruktury cyfrowej, co wymaga zwiększonej odporności i redundancji, projektowania sieci zorientowanego na ochronę oraz skoordynowanego planowania regionalnego – czytamy w komunikacie Amber Cable.
Odpowiedź na kryzys bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej
Konieczność wdrożenia nowego projektu to wynik poważnych incydentów, do których dochodziło na dnie akwenu w minionych latach. Pomiędzy grudniem 2024 roku a styczniem 2025 roku odnotowano uszkodzenie aż pięciu podmorskich magistrali telekomunikacyjnych w tym rejonie. Wydarzenia te wywołały ogromne zaniepokojenie opinii publicznej i wymusiły natychmiastową reakcję ze strony służb odpowiedzialnych za regionalne bezpieczeństwo danych.
Początkowo organy śledcze oraz lokalne władze podejrzewały, że za przerwaniem ciągłości przewodów stoją celowe działania sabotażowe realizowane przez Federację Rosyjską lub Chińską Republikę Ludową. Długotrwałe i drobiazgowe dochodzenia nie przyniosły jednak jednoznacznych dowodów na potwierdzenie tej tezy. Najnowsze analizy sugerują, że do zniszczeń mogło dojść w sposób całkowicie przypadkowy, na przykład w wyniku niefortunnego zahaczenia kotwic przez przepływające statki handlowe.






















