Opłata reprograficzna po nowelizacji: Co czeka polską branżę elektroniki?

W ostatnich dniach kwietnia Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zdecydowało o rozszerzeniu opłaty reprograficznej na nowe kategorie urządzeń elektronicznych, w tym smartfony, tablety, laptopy, telewizory czy dekodery. Oznacza to, że importerzy i dystrybutorzy elektroniki będą zobowiązani do odprowadzania dodatkowej opłaty w wysokości 1 proc. wartości urządzeń na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi.

 

Formalnie opłata ma stanowić rekompensatę dla twórców za możliwość kopiowania utworów na użytek prywatny. Problem polega jednak na tym, że decyzję podjęto bez rzetelnych analiz, bez realnego dialogu z branżą i bez reformy samego systemu, który od lat budzi ogromne wątpliwości dotyczące przejrzystości oraz efektywności działania.

W debacie publicznej pojawia się narracja, że nowe przepisy uderzą przede wszystkim w globalne koncerny technologiczne. To jednak nieprawda. Ciężar opłaty poniosą głównie polscy importerzy, dystrybutorzy i handel elektroniką. To krajowe firmy będą zobowiązane do jej odprowadzania. W praktyce oznacza to dodatkowy koszt dla polskiego rynku technologicznego, który finalnie zostanie przeniesiony na konsumentów.

Branża elektroniki użytkowej funkcjonuje dziś na bardzo niskich marżach – często na poziomie 0,5–1,5 proc.. Oznacza to, że firmy nie mają możliwości samodzielnego „wchłonięcia” nowego obciążenia. Co więcej, cena urządzeń nie wzrośnie wyłącznie o symboliczny 1 proc.. Opłata zostanie naliczona już na etapie wprowadzenia sprzętu na rynek, a następnie powiększona przez kolejne marże w całym łańcuchu dystrybucji. W efekcie finalny wzrost cen dla konsumenta może być znacznie wyższy.

 

Przestarzały system w cyfrowej rzeczywistości

Największy problem polega jednak na tym, że rozszerzenie opłaty reprograficznej opiera się na założeniach coraz mniej odpowiadających współczesnym realiom korzystania z kultury i treści cyfrowych. System ten powstawał w czasach dominacji nośników fizycznych i masowego kopiowania plików. Dziś konsumenci korzystają przede wszystkim z legalnych platform streamingowych i usług subskrypcyjnych, za które już płacą. Muzyka, filmy czy seriale nie są konsumowane w taki sam sposób jak kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Tymczasem państwo zdecydowało się rozszerzyć mechanizm stworzony dla zupełnie innych realiów technologicznych.

W praktyce oznacza to podwójne obciążenie użytkownika. Najpierw płaci on abonament za legalny dostęp do treści cyfrowych, a następnie dodatkowo finansuje system rekompensaty przy zakupie urządzenia. Co szczególnie istotne – resort kultury sam przyznał, że nie przeprowadziło własnych badań dotyczących rzeczywistej skali kopiowania utworów przy wykorzystaniu urządzeń objętych opłatą. Resort powołuje się wyłącznie na analizy zamawiane przez organizacje zbiorowego zarządzania. Tymczasem decyzje tej skali powinny być podejmowane w oparciu o niezależne i transparentne dane.

Jako Związek Cyfrowa Polska wielokrotnie apelowaliśmy, by system opierał się na rzetelnych badaniach oraz rzeczywistej analizie kopiowalności. Przekazaliśmy ministerstwu szczegółowe informacje dotyczące modelu fińskiego, w którym regularnie prowadzone są badania pozwalające ocenić realną skalę kopiowania i rzeczywiste straty twórców. Na tej podstawie Finlandia finansuje rekompensaty dla artystów bezpośrednio z budżetu państwa, a nie poprzez dodatkowe obciążanie rynku elektroniki i konsumentów.

 

Koszty dla rynku i nierówna konkurencja

Polski rząd miał szansę przeprowadzić nowoczesną reformę systemu. Niestety z niej nie skorzystał. Co więcej, głos branży praktycznie nie został uwzględniony w procesie legislacyjnym. Jako organizacja reprezentująca płatników opłaty reprograficznej od miesięcy apelowaliśmy o dialog, transparentność oraz wypracowanie kompromisowych rozwiązań. Z inicjatywy Związku Cyfrowa Polska oraz w porozumieniu z Ministerstwem planowane było nawet wspólne spotkanie wszystkich reprezentatywnych organizacji zbiorowego zarządzania i branży technologicznej, które miało odbyć się 13 maja 2026 r.. Problem w tym, że ministerstwo podpisało nowelizację rozporządzenia jeszcze przed terminem tych rozmów.

Dodatkowe wątpliwości budzi również funkcjonowanie samych organizacji zbiorowego zarządzania. Dane pokazują, że w latach 2019–2023 przychody OZZ wzrosły do ponad 4 mld zł, a jednocześnie średnio około 1,5 mld zł pozostawało niewypłacone na kontach tych organizacji. Średnio ćwierć miliarda złotych rocznie nie trafiało do uprawnionych twórców w ustawowych terminach. Niepokój branży zwiększają również wyniki audytu w Stowarzyszeniu Filmowców Polskich, które ujawniły poważne nieprawidłowości finansowe. Sama minister Marta Cienkowska podkreślały potrzebę gruntownego audytu i uporządkowania systemu OZZ. Mimo tej świadomości zdecydowano się jednak skierować do niego kolejne setki milionów złotych z rozszerzonej opłaty reprograficznej.

Warto też zwrócić uwagę na konsekwencje konkurencyjne nowych regulacji. Dodatkowe koszty zostaną nałożone na legalnie działające polskie firmy, podczas gdy część azjatyckich platform sprzedażowych nadal skutecznie omija obowiązki wynikające z europejskich regulacji. Sprzedawcy spoza UE wysyłający produkty bezpośrednio do konsumentów w Polsce często nie pełnią formalnie roli krajowego importera, co w praktyce utrudnia lub wręcz uniemożliwia skuteczne egzekwowanie opłaty reprograficznej. To tworzy nierówne warunki konkurencji i wzmacnia przewagę podmiotów działających poza europejskim systemem regulacyjnym.

Konsekwencje decyzji odczuje również sektor publiczny. Sprzęt objęty opłatą trafia przecież masowo do szkół, uczelni, administracji czy instytucji publicznych. Wyższe ceny komputerów, tabletów i innych urządzeń oznaczają wyższe wydatki państwa oraz samorządów, a więc ostatecznie także podatników.

 

 

Co dalej?

Czy branża jest przeciwna wspieraniu twórców? Absolutnie nie. Artyści zasługują na godne wynagrodzenie za swoją pracę i odpowiedni system rekompensat – od lat polscy dystrybutorzy zgodnie z prawem odprowadzają opłatę reprograficzną do OZZ-ów. Problem polega na tym, że obecny model coraz bardziej przypomina relikt przeszłości i nie odpowiada współczesnym realiom rynku cyfrowego.

Dlatego jako Związek Cyfrowa Polska będziemy podejmować dalsze działania prawne i regulacyjne w tym zakresie. Analizujemy obecnie wszystkie dostępne możliwości – zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim – aby doprowadzić do sytuacji, w której system będzie działał w sposób transparentny, proporcjonalny i zgodny z aktualnym orzecznictwem europejskim oraz realiami rynku cyfrowego.

Nie składamy broni. Polska potrzebuje dziś rozwiązań wspierających konkurencyjność, inwestycje i rozwój gospodarki cyfrowej. Nie osiągniemy tego poprzez nakładanie kolejnych kosztów na legalnie działające firmy i konsumentów oraz utrzymywanie przestarzałych mechanizmów regulacyjnych. Potrzebna jest nowoczesna reforma systemu wsparcia twórców – oparta na danych, transparentności i rzeczywistych zachowaniach konsumentów, a nie dalsze rozszerzanie modelu stworzonego dla epoki analogowej.

Michał Kanownik prezes Związku Cyfrowa Polska

 

________________________________________

Zapraszamy do lektury całego wydania (klikając w poniższą okładkę).