Dominacja amerykańskich dostawców chmury zmusza Europę do walki o cyfrową suwerenność

Amerykańskie korporacje kontrolują obecnie około 70% europejskiej infrastruktury chmurowej, podczas gdy lokalni dostawcy odpowiadają za zaledwie 15% tego rynku. Wobec rosnącej wartości europejskiego sektora ICT, przekraczającej już 1,02 bln EUR, państwa członkowskie Unii Europejskiej podejmują zdecydowane kroki na rzecz odzyskania kontroli nad danymi oraz zasobami cyfrowymi. Budowa cyfrowej niezależności staje się priorytetem, od którego zależy bezpieczeństwo gospodarcze, stabilność podatkowa i suwerenność całego regionu.

Kwestia cyfrowej suwerenności przestała być wyłączną domeną specjalistów z branży informatycznej i stała się kluczowym zagadnieniem europejskiej polityki gospodarczej. Obecnie uwaga władz skupia się nie tylko na fizycznej lokalizacji przechowywania danych, ale przede wszystkim na jurysdykcji prawnej dostawców oraz miejscu odprowadzania podatków. Według danych Komisji Europejskiej stary kontynent generuje od 20% do 25% światowej gospodarki danych. Mimo tak dużego udziału, przeważająca część infrastruktury służącej do ich przetwarzania znajduje się poza jurysdykcją europejską.

W reakcji na te wyzwania polskie władze zapowiedziały wdrożenie tak zwanego testu suwerenności. Narzędzie to ma pomóc instytucjom publicznym w ocenie strategicznych inwestycji technologicznych. Przy wyborze rozwiązań chmurowych i teleinformatycznych pod uwagę będzie brana nie tylko cena oraz parametry techniczne, ale również kontrola właścicielska, odporność na wpływy państw trzecich oraz wsparcie dla rozwoju lokalnych kompetencji.

 

Wygenerowane zyski odpływają poza granice Europy

Problem braku niezależności technologicznej przekłada się bezpośrednio na państwowe budżety. Globalne firmy technologiczne powszechnie stosują modele rozliczeniowe opierające się na fakturowaniu usług z terenów krajów o preferencyjnym systemie podatkowym, takich jak Irlandia czy Luksemburg. W efekcie podatki płacone w miejscach faktycznego świadczenia usług pozostają symboliczne w porównaniu do skali prowadzonego biznesu.

– Państwa zaczynają rozumieć, że jeśli kluczowe dane, systemy administracji, platformy AI czy infrastruktura biznesowa działają na rozwiązaniach kontrolowanych poza Europą, to wraz z technologią oddajemy także część wpływu na gospodarkę, podatki i bezpieczeństwo operacyjne. Dlatego dyskusja o suwerenności cyfrowej nie dotyczy już wyłącznie serwerów czy centrów danych, ale realnej zdolności państw do samodzielnego działania w sytuacjach kryzysowych i budowania własnej konkurencyjności gospodarczej – powiedział Adam Matyaszek, Dyrektor Działu Sprzedaży, Polcom.

Plany Unii Europejskiej oraz potencjał podatku cyfrowego

Świadomość zagrożeń sprawiła, że wszystkie państwa członkowskie Unii Europejskiej podpisały deklarację dotyczącą budowy własnej infrastruktury chmurowej. Głównym założeniem porozumienia jest znaczące zwiększenie udziału rynkowego europejskich dostawców technologii do 2030 roku. Skala wyzwania jest ogromna, ponieważ stawką w tej rywalizacji jest rynek ICT w Europie wyceniany przez analityków na ponad 1,02 bln EUR.

Jednym z pomysłów na wyrównanie szans oraz zatrzymanie kapitału w regionie jest wprowadzenie podatku cyfrowego. Nowe regulacje zakładałyby opodatkowanie stawką około 3% przychodów generowanych przez największe koncerny, których globalne obroty przekraczają od 750 mln EUR do 1 bln EUR, a przychody w Polsce wynoszą ponad 25 mln PLN. Zgodnie z szacunkami taki mechanizm mógłby przynieść polskiemu budżetowi około 1,7 mld PLN rocznie, a do 2030 roku kwota ta mogłaby wzrosnąć do ponad 3 mld PLN rocznie.

– Europa zaczyna dostrzegać, że brak własnej infrastruktury cyfrowej oznacza nie tylko zależność technologiczną, ale również systemowy odpływ kapitału, kompetencji i wpływów podatkowych poza UE. Kiedy kluczowe usługi chmurowe, platformy danych czy rozwiązania AI są kontrolowane przez podmioty spoza Europy, wtedy znacząca część wartości dodanej – od opłat za usługi, przez rozwój technologii, po know-how i miejsca pracy – buduje gospodarki innych państw. W praktyce Europa finansuje rozwój cudzych ekosystemów technologicznych, jednocześnie osłabiając własną zdolność do budowy lokalnych kompetencji i konkurencyjnych firm. Coraz wyraźniej widać też, że to nie jest wyłącznie problem technologiczny, ale również fiskalny i strategiczny, ponieważ przychody generowane lokalnie często są opodatkowane poza krajami, w których faktycznie powstają – zaznaczył Matyaszek.